| |
| Pewnego wieczoru rozmawiałem z żoną o dniach, w których się poznawaliśmy. Z jakiegoś powodu rozpocząłem późnij rozmowę o pojęciu „sprzedaży doradczej”, kiedy zaczynasz zadawać pytania, odkrywasz potrzeby klienta, a potem rozgryzasz jak je spełnić. Słuchała przez chwilę, po czym powiedziała: „Mówisz o sprzedaży, prawda? Ponieważ właśnie opisałeś, jak przekonałeś mnie do podania ci mojego nr telefonu.” | | |
Oboje zaśmialiśmy się dość zdrowo, ale później, kiedy nieco o tym pomyślałem, doszedłem do wniosku, że sprzedawanie i uwodzenie (jeśli to dobre słowo do tego, co chcę opisać) ma ze sobą wiele wspólnego. Kiedy byłem jeszcze singlem, wchodziłem do każdej księgarni i niemal zawsze wychodziłem z niej z numerem telefonu od jakiejś kobiety, a czasami nawet z kobietą. (Nie próbujcie się doszukiwać tutaj jakichś ekscesów… mówię tylko o zabraniu jej na filiżankę kawy.)
Jak to robiłem? Byłem miły, sympatyczny. Miałem drogie buty. Słuchałem co najmniej dwa razy tyle, ile mówiłem. Znajdowałem coś wspólnego. Tworzyłem wzajemne zrozumienie. Rozpoznawałem niezaspokojoną potrzebę. Proponowałem zaspokojenie tej potrzeby (np. były partner kobiety nie lubił chodzić do kina, więc mówiłem, że mam znajomości w kinie i darmowe wejściówki, które dała mi pewna firma). Później prosiłem o nr telefonu, mówiąc, że poznam wszystkie szczegóły i zadzwonię, aby ją o tym powiadomić. Na koniec pytałem, kiedy będzie mogła rozmawiać.
Teraz, zanim jeszcze pomyślisz, że jestem świnią, bądź świadomy, że powyższa „gra” była rutynową pracą, ponieważ szczerze szukałem kobiety, którą zechce poślubić. I znając moje zamiłowanie do książek, stwierdziłem, że rozsądnie będzie szukać takiej osoby w księgarniach.
Tym niemniej, automatycznie używałem metody „sprzedaży doradczej”, starając się „sprzedać” pomysł związany z umówieniem się ze mną na randkę, zaspokajając jednocześnie poszczególną potrzebę. I co ciekawe, sposób ten okazywał się nadzwyczajnie efektywny.
Ale kiedy o tym myślę, nie mogę pominąć niezwykle ważnej kwestii, jaką jest płeć. Z doświadczenia wiem, że kobiety są bardzo różne i mają BARDZO różne podejście do mężczyzny, który stara się je uwieść. Można spotkać zarówno te otwarte, bezpośrednie i kompletnie szczere, jak i bardziej subtelne, delikatne i wyrafinowane. Dlatego starając się zastosować „sprzedaż doradczą”, musisz wiedzieć, że mężczyzna ma na tym polu o wiele trudniejsze zadanie do wykonania, wymagającego większego ryzyka porażki i czasami nawet kompromitacji.
Kobieta może zawsze zastosować swój wrodzony seksapil, co często ułatwia jej relacje z potencjalnymi klientami. Ciekawi mnie też, czy kobiety pracujące w IT w Polsce stosują tego rodzaju metody.
Drogie panie – dajcie mi znać, bo, co oczywiste, jako mężczyzna i handlowiec nie mam żadnych wskazówek, które pomogłyby mi poznać prawdę.
Źródło: CNET.com | | | |
|
|