Więcej wątków, więcej strzelania
Zgodnie z zapowiedziami Far Cry 2, oprócz głównego wątku, serwuje graczom również kilka pobocznych. Głównym ich przeznaczeniem jest wzmocnienie stanu konta gracza wyrażanego w diamentach (papierowe pieniądze w państwie ogarniętym wojną i kryzysem gospodarczym nie mają żadnego znaczenia). Po dziesięciu minutach rozgrywki gra jednoznacznie skojarzyła mi się z kultową serią Grand Theft Auto. Dlaczego? Z uwagi na pewne kryteria. Świat przedstawiony gry jest pełen przemocy: jest pełna swoboda, są ogromne przestrzenie oddane graczom do eksploracji, jak również liczne zadania poboczne. Niby wszystko jest na miejscu, ale nie radziłbym używania zamiennie tytułów Far Cry 2 z „GTA Africa”. O ile pierwsze trzy kryteria znajdują swoje pozytywne odzwierciedlenie w świecie gry, o tyle ostatni – już mniej.


Misji pobocznych w Far Cry 2 jest wiele. Otrzymujemy je od kilku źródeł (m.in. sklep z bronią i anonimowy telefon) i możemy wykonywać je w dowolnej kolejności. W zależności od zleceniodawcy za ich wykonanie otrzymujemy wspomniane diamenty, a w przypadku gdy był nim sklepu z bronią, bonusem jest dodatkowe wyposażenie. Tu jednak kończą się dobre strony. Owe misje są bowiem wręcz do bólu schematyczne. W większości chodzi tylko o zniszczenie wyznaczonego przez pracodawcę konwoju pojazdów. A żeby było jeszcze łatwiej, to z niewyjaśnionych przyczyn nasz cel porusza się po jednym torze w kółko i tylko czeka aż gracz stworzy i wyegzekwuje scenariusz akcji, a uwierzcie mi – tych jest naprawdę sporo. Czasem musimy wyeliminować jakąś postać (często niestrzeżoną), misje możemy również otrzymywać od naszych znajomych. Na szczęście te należą do trochę bardziej złożonych i nie tak bardzo liniowych.


Diamenty można również zdobyć na inny sposób. Są one rozmieszczone po całej mapie w różnych trudnodostępnych miejscach. Gracz, chcąc się wzbogacić, musi jedynie je odszukać. Pomaga w tym specjalne urządzenie wbudowane w odbiornik GPS naszego najemnika. Z chwilą zbliżenia się do skrytki z diamentami, urządzenie będzie coraz mocniej świeciło, aż wreszcie żarówka zacznie palić się światłem stałym, a w dodatku zacznie wydawać charakterystyczny dźwięk. Jeśli mam być szczery, to ten sposób zdobywania diamentów niespecjalnie przypadł mi do gustu. Z początku z wielkim entuzjazmem podążałem za migającym światełkiem, lecz wkrótce się tym znudziłem. Trzeba mieć anielską cierpliwość aby zdecydować się na przemierzenie całej mapy w poszukiwaniu kilku kamieni szlachetnych. Zdecydowanie bardziej opłaca się podejmować misji dodatkowych, które z kolei również po pewnym czasie się nudzą.
[Poprzednia: …daleko jeszcze?]
[Następna: Cel – pal!]
|