Tri City – najdziwniejsza metropolia świata
Tri City to wielka metropolia mogąca się pochwalić nowoczesną architekturą, wielopasmowymi autostradami, a także rozbudowanymi przedmieściami. Miasto podzielone jest na cztery dzielnice (dwie centralne i dwie pozamiejskie), które z kolei połączone są ze sobą siecią autostrad. Każda strefa przynosi ze sobą zmianę otoczenia i warunków jezdnych. Teoretycznie po mieście poruszamy się zupełnie swobodnie. W praktyce sprawy mają się jednak zupełnie inaczej. Swawola ogranicza się wyłącznie do trybu tzw. wolnej jazdy, kiedy to nie jesteśmy uczestnikami żadnego wyścigu, ani misji. W czasie drogowych potyczek tor jazdy jest sztucznie ograniczony żółtymi blokadami drogowymi. Nie ma mowy o żadnych większych skrótach (poza tymi, które zaznaczone są na mapie). Nie możemy obrać alternatywnej trasy.


Prawdopodobnie nie zwróciłbym na to większej uwagi, gdyby nie fakt, że wszystkie wyścigi odbywające się na terenie danej dzielnicy rozgrywają się niemal na jednej trasie! W kółko przejeżdżamy koło tych samych budynków, używamy tych samych skrótów, więc pytam – gdzie ta wolność?! Całe szczęście, że ucieczki przed policją nie są niczym skrępowane.


Jak sami widzicie jest źle, a zapewniam będzie jeszcze gorzej. Ja rozumiem, że w USA wszystko jest wielkie i majestatyczne, ale nie dość, że trasy są monotonne, to sama jezdnia jest wybitnie szeroka. Przez większość czasu poruszamy się po czteropasmowych drogach. Ruch uliczny nie utrudnia nam wykonywania jakichkolwiek manewrów, bo praktycznie nie istnieje. Spokojnie możemy przejechać wyścig bez choćby jednej stłuczki. Również hamulec to pojęcie abstrakcyjne dla Undercover. Właściwie jest on zbędny. W zakręty wchodzimy bez zmrużenia okiem na pełnym gazie.
[Poprzednia: Hollywood się kłania!]
[Następna: Gra dla przedszkolaków?]
|