NFS: Undercover – pod przykrywką kultowej serii?
Jako PeCetowiec z krwi i kości bardzo ucieszyłem się na wieść o kolejnej odsłonie z serii Need for Speed. Biblioteka gier blaszaków kuleje pod kątem dobrych wyścigów. Premiery takich hitów jak Midnight Club Los Angeles, Gran Turismo 5 Prologue czy Forza Motorsport 2 cichcem przeszły za naszymi plecami. Niesamowite Pure czy Racedriver Grid również wiosny nie czynią, więc przyznajmy – jesteśmy poszkodowani. Nie dziwi więc fakt, że udajemy się w pokorę i nobilitujemy serię Need for Speed. O ile do tej pory przychodziło nam to stosunkowo łatwo, tak teraz się po prostu nie da.


Wiele lat minęło od czasów, kiedy mogliśmy zagrać w naprawdę dobrego NFS’a. Ze smutkiem przyznaję, że przyjdzie nam jeszcze poczekać na tą chwilę. Ostateczne wnioski i spostrzeżenia nie mogą być inne – Need for Speed Undercover jest grą przeciętną. Nie można określić jej jako „słaba”. Byłaby to zbyt surowa ocena. Główną jej winą, za którą nie otrzyma rozgrzeszenia jest fakt, że nie spełnia pokładanych w niej nadziei. Twórcy nie sprostali zadaniu. Z jakże licznych screenów i trailerów wyłaniał się obraz gry idealnie pasującej do współczesnych trendów, a jednocześnie przywodząca na myśl lata świetności serii. Szczerze bym chciał, żeby deweloper nie spieszył się tak bardzo z premierą gry i dał sobie czas na pełne jej dopracowanie. Stało się inaczej, a efektem tego jest gra z masą rażących błędów. Podstawowe zapewnienia nie zostały zrealizowane i przyznaje, że czuje się nie tyle zawiedziony, co oszukany.
Jeśli twoją platformą do gier jest któraś z konsol obecnej generacji to NFS Undercover możesz sobie darować. Jeśli zaś jesteś pecetowcem, a szukasz dobrych wyścigów, to co tu wiele mówić – Undercover nie sprosta twoim wymaganiom.
[Strona tytułowa]
[Poprzednia: Oprawa audiowizualna pod lupą] |