Za kółkiem

Gramy w najnowszego NFS-a

„Kolejny Need for Speed, kolejne godziny wyszarpane z życiorysu za sprawą niesamowitych wyścigów”. Takie było moje przekonanie, gdy czekałem w kolejce, w salonie gier komputerowych ze świeżym egzemplarzem Need for Speed Undercover. Ogarnęła mnie wtedy chwila zadumy. Przypomniałem sobie bowiem, że niemal dokładnie pięć lat wcześniej znajdowałem się w bardzo podobnej sytuacji. Z tym wyjątkiem, że w rękach ściskałem NFS Underground. Pierwszą odsłonę gry, która była zalążkiem nowego rozdziału dla serii. Dzięki niej tematyka stuningowanych samochodów, nielegalnych wyścigów i undergroundowych klimatów stała się najbardziej pożądana przez graczy. Mniej więcej od tamtego czasu ulice naszych miejscowości zalały się pojazdami, które przeżywają swoją drugą młodość. Trend na „bryki nie z fabryki” ma się dobrze po dziś dzień i kwitnie w najlepsze.
I tak już się to potoczyło. Niewiele później, bo już po roku, świat gier wideo na nowo ogarnęła fala nielegalnych wyścigów. NFS Underground 2 był niesamowity w każdym wymiarze. Następnie na przełomie dwóch generacji konsol poznaliśmy zupełnie inne spojrzenie na sprawy tuningu w Most Wanted. Gra była dobra i dumnie reprezentowała swoją markę. Dla dewelopera najlepiej by było jednak zatrzymać historię w tym miejscu, ponieważ później było już tylko gorzej. NFS Carbon miał być krokiem naprzód w kierunku innowacyjności wyścigów. Efektem tego była gra z masą nietrafionych pomysłów i zbędnych udziwnień. Z kolei ProStreet to wzorowy przykład przerostu formy nad treścią.


Byłem jednak w stanie puścić w zapomnienie te wszystkie potknięcia wirtuozów z Electronic Arts. Kampania reklamowa nowego Need for Speed była huczna, jak zawsze. Ale pośród tych wszystkich nic nieznaczących haseł marketingowych jedno trafiło we mnie szczególnie – „pragniemy wrócić do korzeni”. Do kolebki serii, która przecież nie zawsze traktowała o undergroundowych wyścigach. Prędkość, pościgi policji i rzecz jasna super samochody, te z najwyższej półki – to znaki rozpoznawcze marki sprzed lat.
Teoretycznie wszystkie te elementy zostały wcielone w NFS Undercover, tylko pytanie – jak przekłada się to na realny obraz gry? Odpowiedź na to pytanie znajdziecie w dalszej części artykułu.
Spis treści
02. Hollywood się kłania!
03. Tri City – najdziwniejsza metropolia świata
04. Gra dla przedszkolaków?
05. Trybów rozgrywki co niemiara…
06. Tuning trzyma poziom!
07. Oprawa audiowizualna pod lupą
08. NFS: Undercover – pod przykrywką kultowej serii?
[Następna: Hollywood się kłania!]
|