[1] 2 3 4 5 6 7 8 Następna |
|
| Gra już jakiś czas temu debiutowała na konsolach stacjonarnych. Nas o jednak nie zniechęciło i postanowiliśmy przetestować pecetową edycję, która jak się okazuje – wcale nie ustępuje tej pierwszej, a nawet ją przebija. Mirrors Edge to produkcja nietypowa pod każdym względem. Wszystko w niej jest inne. Ale czy lepsze? Tego dowiecie się czytając niniejszą recenzję. |
| |
Listonosz na dachu

Co ona mu zrobi...?

Moje podejście do Mirrors Edge było bardzo optymistyczne. Udzieliłem mocny kredytu zaufania deweloperowi i z niemałym entuzjazmem oglądałem wszystkie materiały z gry. Wreszcie nadszedł dzień premiery („zaledwie” trzy dni po premierze europejskiej) i czas na konstruktywną ocenę. Już na samym początku napotkałem na rzeczy niemile widziane, jak i te, które pozytywnie mnie zaskoczyły. Otóż do aktywacji produktu niezbędne jest połączenie z Internetem. Rozumiem, że dla większości graczy nie stanowi to problemu, ale dla części na pewno. Z kolei miłą niespodzianką była bonusowa płyta z muzyką. Znajdziemy na niej kawałki znanych i lubianych DJów, a wśród nich m.in.: Benny Benassi, Paul Van Dyk, Junkie XL i inni. Po drugie – gra jest w pełni spolszczona. I nie mam tu na myśli wyłącznie napisów, ale również dialogi. Brzmi to jednak lepiej niż jest w rzeczywistości, czego można się było z resztą spodziewać. Poziom dubbingu stoi na mocno przeciętnym poziomie. Aktorzy nie popisali się swoimi umiejętnościami wyrażania ekspresji. Nuta emocji zawarta w głosach bohaterów nijak przekłada się na to, co dzieje się na ekranie monitora. Momentami zdarzają się również luki w synchronizacji pomiędzy napisami, a mową. Niemniej dla graczy niezaznajomionych z językiem angielskim taka forma przekazu na pewno będzie odpowiednia i pomoże w zrozumieniu fabuły. Reszta skazana jest na niesmak.
O produkcji słyszeliśmy sporo. Było o niej głośno niemal na wszystkich targach branży. I nie ma się co dziwić, wszak już od czasu pierwszego zwiastuna widzieliśmy w niej olbrzymie pokłady innowacyjności, morze nowinek technicznych i rozległy ocean oryginalnych i niespotykanych dotychczas rozwiązań. Jak zapewne wiecie, inspiracją do gry był popularny parkour – sport niezwykle efektowny, ale i niebezpieczny. W wielkim skrócie polega on na pieszym pokonywaniu miejskich tras w sposób możliwie najbardziej widowiskowy i szybki. Jednak tym, co budziło w nas syndrom opuszczonej z wrażenia szczęki, było przeniesienia realiów tej aktywności fizycznej do wirtualnego świata, widzianego przez gracza z perspektywy pierwszoosobowej. Tak naprawdę, to ciężko jest mi jednoznacznie zakwalifikować Mirrors Edge do konkretnego gatunku. Nie jest to rodowity FPS, a tym bardziej gra sportowa. A może platformówka? Po części tak, po części nie. Umówmy się więc na uniwersalne stwierdzenia, że jest to gra akcji.
|
[1] 2 3 4 5 6 7 8 Następna |
| |